SANEPID BIERZE SIĘ ZA DEZINFORMACJĘ W SIECI

Od lat mówię o tym wprost:

fałszywe treści dotyczące higieny, bezpieczeństwa i zdrowia to nie jest „niewinna opinia”.

To realne zagrożenie.

I dziś widzę konkretny ruch w dobrą stronę.

17 lutego Główny Inspektorat Sanitarny (instytucja odpowiadająca w Polsce za zdrowie publiczne) oraz NASK (państwowy instytut zajmujący się cyberbezpieczeństwem i walką z dezinformacją) podpisali porozumienie o wspólnej walce z medycznymi fake newsami.

To nie jest symboliczny gest.

To systemowe działanie.


Co zakłada porozumienie GIS i NASK?

Zakres współpracy jest szeroki i długofalowy. Obejmuje m.in.:

1. Wymianę wiedzy eksperckiej

Identyfikowanie i analizowanie dezinformacji medycznej.

Konsultowanie fałszywych treści dotyczących zdrowia – np. skuteczności „alternatywnych terapii” czy bezpieczeństwa szczepień i procedur medycznych.

Szkolenia oraz działania podnoszące świadomość w zakresie przeciwdziałania dezinformacji zdrowotnej.

2. Rekomendacje i strategie dla instytucji publicznych

Wypracowanie konkretnych wytycznych dotyczących reagowania na medyczne fake newsy.

3. Wspólne kampanie informacyjne

Zwiększanie świadomości społecznej w zakresie zagrożeń wynikających z dezinformacji zdrowotnej.

4. Analizę dobrych praktyk

Wykorzystanie sprawdzonych modeli z innych krajów i adaptowanie ich do polskich realiów.

W skrócie:

w końcu łączy się wiedza ekspercka i narzędzia do monitorowania infosfery.

Źródło: https://www.gov.pl/web/gis/gis-i-nask-lacza-sily-przeciw-dez…


Dlaczego to tak ważne?

Bo zdrowie nie jest przestrzenią na półprawdy.

To nie jest miejsce na „wydaje mi się”.

Tu ktoś ponosi konsekwencje.

Jako osoba pracująca od 15 lat w mikrobiologii, audytach, raportach i realnych kontrolach widzę, jak bardzo potrzebne jest uporządkowanie tego obszaru.

Dezinformacja:

– podważa zaufanie do procedur,

– miesza fakty z opinią,

– tworzy chaos tam, gdzie powinny być standardy,

– wpycha ludzi w szarą strefę „bo ktoś tak powiedział na Instagramie”.

Najbardziej niepokojące jest to, że często robią to osoby budujące swoją markę na „odwadze mówienia inaczej”.

Odwaga jest cenna.

Ale w zdrowiu odwaga bez wiedzy bywa niebezpieczna.


Wolność słowa? Oczywiście.

Ale w obszarze zdrowia wolność powinna iść w parze z odpowiedzialnością.

Systemowe monitorowanie medycznych fake newsów nie jest dla mnie ograniczaniem debaty.

To podnoszenie jej poziomu.

Jeśli ktoś publicznie mówi o higienie, sterylizacji, zagrożeniach mikrobiologicznych czy procedurach medycznych – powinien opierać się na aktualnej wiedzy, przepisach i wytycznych.

Bo jeśli pojawi się powikłanie TWOJEJ KLIENTKI:

rolka zniknie,

post zniknie,

algorytm pójdzie dalej.

TWOJE Konsekwencje nie.


Co to oznacza w praktyce?

Jeśli:

– edukujesz,

– prowadzisz szkolenia,

– nagrywasz rolki o zdrowiu,

– tłumaczysz klientkom „jak to naprawdę jest”,

musisz mieć pewność, że:

✔ to, co mówisz, ma podstawę w aktualnych wytycznych

✔ jest zgodne z przepisami

✔ nie jest uproszczeniem pod algorytm

✔ obroni się w kontroli

Bo odpowiedzialność przestaje być tylko etyczna.

Zaczyna być systemowa.


Moje stanowisko

Uważam, że jeśli ktoś świadomie szerzy fałszywe treści dotyczące zdrowia, bezpieczeństwa czy higieny – powinien ponosić konsekwencje.

Autorytet to nie liczba obserwujących.

Autorytet to odpowiedzialność.


A teraz jestem naprawdę ciekawa Twojego zdania.

Czy w obszarze zdrowia i higieny powinniśmy zostawić „wolny rynek opinii”?

Czy jednak wymagać realnej odpowiedzialności za publikowane treści?

Julia

Osoba, która wierzy, że autorytet to odpowiedzialność.

Julia Brylak ekspert higieny beauty mikrobiolog audytorka IG: julka.pure.makeup TIK TOK julka.pure.beauty